Ciekawy humor i różnorodne zlecenia zderzają się z toporną fizyką przedmiotów. |
RECENZJA YOUTUBE:
=== NIECO O GRZE ===
- STEAM = https://store.steampowered.com/app/3167920/Majster_Symulator/?curator_clanid=31951226
- Data wydania = 13 sierpnia 2026
- Producent = Gray2RGB
- Wydawca = Simplicity Games, PlayWay S.A.
- Gatunek = Symulatory, Zabawne, Relaksujące, Rekreacyjne, Sprzątanie, Jednoosobowe, Piaskownica, Perspektywa pierwszej osoby, Wciągający symulator, 3D, Familijne, Budowanie, Realistyczne, Kolorowe, Projektowanie i ilustrowanie, Wieloosobowe, Gospodarka, Symulator życia, Budowanie bazy, Przygodowe
- Recenzje użytkowników = Mieszane (1 781)
- Multiplayer = BRAK
- Polska wersja językowa = JEST (pełne audio)
- Regularna cena = 70 PLN
- Wsparcie dla pada = BRAK
- Gdzie kupić najtaniej? = https://gg.deals/game/low-budget-repairs/
Majster Symulator to dzieło polskiego studia Gray2RGB z Rzeszowa. Gra została wydana na Steamie 13 sierpnia 2026 roku. Będziemy zajmować się w niej remontami różnych mieszkań w blokach z lat 90., a szlify w zawodzie zdobędziemy pod okiem majstra Zbyszka.
Wizualnie gra wygląda całkiem dobrze, choć efekt psują między innymi postacie, których mimika nijak ma się do wypowiadanych kwestii. Usta się poruszają, ale nie odpowiada to temu, co słyszymy. Efekty dźwiękowe są dosyć skąpe, choć wystarczające. W grze znajdziemy też utwory, które, jak sądzę, miałem okazję usłyszeć wcześniej w Auto-Fuszerce. Muzyka wydaje się tworzona z użyciem AI, co niektórych może mierzić, mnie osobiście jednak w ogóle to nie przeszkadza. W menu można wybrać tryb streamera, który wyłącza licencjonowane utwory, znacząco ograniczając jednak ich liczbę podczas rozgrywki.
Fabuła rozpoczyna się w autobusie PKS, którym bohater zmierza do miejscowości o nazwie Kopytkowo. Czeka tam na niego dom podarowany przez ciotkę Krystynę, która wiele lat temu wyemigrowała do USA. Bohater potrzebuje również źródła dorywczego zarobku i z polecenia ciotki zatrudnia się u miejscowego majstra. Ten, pod wpływem wysokoprocentowej mikstury, doznaje porażenia podczas pracy przy elektryce. Umiera, lecz jego duch pozostaje na tym świecie, prowadząc nas przez kolejne zlecenia, służąc pomocą oraz wyjaśniając arkana tajemnej wiedzy o remontach wszelkiej maści. Drugim wyzwaniem będzie zdobycie pierwszego miejsca w lokalnym konkursie najlepszych majstrów i rywalizacja z nie do końca uczciwie grającym współzawodnikiem. Do celu prowadzi nas realizacja kolejnych remontów, podczas których zdobywamy doświadczenie w zawodzie, szkoląc się pod czujnym okiem pana Zbyszka i otrzymując pakiet jakże cennych porad.
Gra jest liniowa i polega na realizacji kolejnych zadań stawianych przed graczem. Zwykle są to prace remontowe w jednym z mieszkań w bloku, choć zdarzają się również nieco inne zlecenia, takie jak wymiana szyby w maluchu, pomoc złodziejowi w opróżnieniu czyjejś piwnicy, remont dziecięcego placu zabaw czy mycie samochodu lokalnej szychy. Tytuł sprzedaje fantazję o zarabianiu na fuszerce, ale w praktyce prowadzi nas za rękę i nie daje zbyt dużej swobody w sposobie wykonania zleceń. Staje się przez to liniowym symulatorem wykonywania kolejnych czynności remontowych. Każdorazowo otrzymujemy listę rzeczy do zrealizowania i musimy je wykonać. Na szczęście gra nie rozlicza naszej pracy przesadnie skrupulatnie, dopuszczając pewne nieścisłości i niedokładności. Niestety zbyt rzadko nagradza kreatywne kombinowanie albo wyciąga z niego konsekwencje. Będąc wystarczająco nieostrożnym, możemy choćby wybić szybę w drzwiach lub oknie, a gra wcale tego nie zauważy.
Nasze zlecenia obejmują powtarzające się zadania: uprzątanie nieczystości, nakładanie masy szpachlowej, malowanie ścian, układanie płytek, montaż meblościanek, usuwanie zabrudzeń oraz wiercenie otworów pod szafki i obrazy. Okazjonalnie zajmiemy się też elektryką, czyli układaniem nowych kabli. Za każdym razem możemy również trochę przyoszczędzić, na przykład rozwadniając farbę, klej do płytek czy masę gipsową. Jeśli klient odbierze zlecenie z niedoróbkami – to już jego problem. Płytki położone krzywo, na oko? Nie nasz problem. Krzywo ucięta boazeria? Może nie zauważy. Jeśli po remoncie zostanie jakiś materiał dostarczony przez klienta, tym lepiej. Możemy zużyć go podczas realizacji innych misji. W niektórych miejscach otrzymamy też dodatkowe zadanie w postaci montażu uszkodzonych mebli, jednak wykonano to dosyć biednie, ponieważ sprowadza się jedynie do klikania w wyznaczone elementy.
Realizując zadanie musimy pozyskać niezbędne materiały. Niekiedy część jest dostarczona przez klienta a czasami trzeba będzie wsiąść w wysłużonego poloneza i udać się do miejscowego marketu budowlanego. Tam trzeba będzie wyszukać odpowiednie tapety, płytki o określonym wzorze czy też zakupić mebel o konkretnej nazwie. Dostaniemy go zapakowanego, pozostanie zatem zawieźć go do klienta i tam zmontować, choć montaż polega jedynie na ustawieniu już gotowego produktu w docelowym miejscu. Każdorazowo zatem w danej lokacji trzeba będzie uprzątnąć walające się śmieci, przygotować sobie materiał w postaci zaprawy szpachlowej, kleju, nałożyć go w odpowiednim miejscu i pomalować lub też przykleić płytki. Malowanie i gipsowanie jest dosyć przyjemne – ale układanie płytek nieco mnie mierzwiło.
Przy rozliczaniu zlecenia możemy sprawdzić, ile dostaniemy za wykonane prace i za co klient pomniejszy nasz zarobek. Możemy więc poprawić niedociągnięcia, posprzątać śmieci albo machnąć na to ręką, godząc się na mniejszy zysk. W grze brakuje jednak presji na remont mieszkania otrzymanego od ciotki, ponieważ da się ją ukończyć bez wykonania w nim absolutnie żadnych prac. Własny dom możemy remontować i doprowadzić do stanu używalności, ale równie dobrze możemy niczego w nim nie robić, pozostawić go samemu sobie, a i tak ukończymy rozgrywkę. Poza początkowym brakiem funduszy dosyć szybko uzbieramy na tyle dużo pieniędzy, że przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie. Ekonomia i zarabianie są tu zdecydowanie niewykorzystanym pomysłem, ponieważ nie otrzymujemy żadnej wyraźnej gratyfikacji za remont własnego domu.
OCENA: POZYTYWNA = 6.5/10
Gra była dosyć ciekawym doświadczeniem. Mamy tu przemieszanie humoru z interesującym pomysłem i funkcjonalnymi zleceniami, zbliżonymi do tych znanych z innych gier o naprawianiu przedmiotów i odnawianiu lokacji. Nie jest to co prawda House Flipper, ale Majster Symulator potrafi być grywalny. Szkoda tylko, że część rzeczy nie działa tak, jak powinna, frustrując gracza i tym samym obniżając ocenę produkcji. Są to bolączki wieku dziecięcego, ale powinny zostać wyłapane i usunięte jeszcze przed premierą. Jednocześnie produkcja bywa dosyć powtarzalna i monotonna, choć autorzy starali się urozmaicać prace zlecane graczowi i w pewnym stopniu im się to udało. Lokacje się nie powtarzają, każda jest nieco inna i ma własną listę zadań do wykonania. Co jakiś czas trafia się również nowa aktywność, której wcześniej nie doświadczyliśmy, na przykład kolejny wariant prac albo nowe narzędzie.
Tytuł wyglądem i zachowaniem przypomina nieco Auto-Fuszerkę. Majster Symulator ma własną tożsamość, ale sprawia wrażenie słabszego rozwinięcia podobnego pomysłu. Gra ma też pewne niespójności. Nie przedstawia jasno celu głównego bohatera: nie wiemy, na co dokładnie zbiera pieniądze ani ile ich potrzebujemy w jaki sposób powinno być udekorowane mieszkanie, które otrzymał od ciotki. Sama definicja tego, jak powinniśmy pracować, czyli odpierniczać fuszerkę i zarabiać na materiałach klienta, albo wykonywać zlecenia tak, aby płytki trzymały się tylko tydzień, a później odpadły i zapewniły nam kolejną fuchę, po prostu się nie sprawdza. Poza lekkim rozwadnianiem zaprawy czy kleju, aby uzyskać więcej surowca do pracy, nie ma to większego sensu. Raz, na początku gry, majster Zbyszek wspomina, by zamiast kupować nową szafkę wykorzystać starą, walającą się na naszym podwórku, ponieważ klient nie zauważy. I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o tytułową fuszerkę. Gra nigdy więcej nie sugeruje, abyśmy powtórzyli ten numer. Wszystkie towary kupujemy w sklepie, a zużywa się ich na tyle mało, że nie sposób realnie zacząć oszczędzać pieniądze. Otrzymujemy ich zdecydowanie zbyt dużo, dlatego nawet nie opłaca się tracić czasu na sprzątanie, ponieważ klient obciąży nas za to jedynie groszowymi karami.
Mogę też ponarzekać na techniczną stronę produkcji. Gra ani razu się nie zawiesiła, lecz lokacje działają nierówno pod względem wydajności. Niektóre funkcjonują bez problemu, podczas gdy w innych wymagania dotyczące grafiki rosną do poziomu, w których nawet moja RTX 4090 zostaje wyraźnie obciążona i zaczyna głośniej pracować i uruchamia wentylatory. Część lokacji ładuje się także zbyt długo, mimo że gra działała z dysku SSD.
Prawdziwą zmorą są jednak trudności ze sterowaniem niektórymi obiektami. Istnieją przedmioty ciężkie, takie jak kanapa czy duża komoda, których bohater nie dźwignie w pojedynkę. Steruje się nimi jednak bardzo topornie. Już samo wyrzucenie kanapy przez okno może sprawić problem, ponieważ potrafi zablokować się o ścianę, a później trudno ją ruszyć. Podobnie wygląda sprawa z płytkami układanymi w łazience, a konkretnie z ich cięciem na kawałki. Potrafią się blokować, a przy najmniejszym ruchu szlifierka może pójść nieco dalej i przeorać już położone płytki. Jeśli tniemy je poziomo, druga część uciętej płytki może wpaść za wannę. Trudno ją później wyciągnąć, a podczas próby odzyskania jej potrafi nagle wystrzelić, niszcząc wcześniej położone elementy.
Innym problemem jest układanie boazerii czy naklejanie tapet. Elementy interfejsu przeszkadzają w precyzyjnym celowaniu, przez co nie widzimy dokładnie, gdzie kończy się, a gdzie zaczyna układany właśnie element. Dobrze chociaż, że gra jest w tym zakresie pobłażliwa i nie nalicza za takie błędy żadnej kary. Kłopotliwe jest także przemieszczanie zwykłych obiektów. Podnosimy je i niesiemy przed sobą. Jeśli nie trafią bezpośrednio w otwór drzwiowy albo o coś zawadzą, potrafią utknąć za ścianą mimo przemieszczenia się gracza lub wystrzelić w losowym kierunku, niszcząc inne przedmioty. Poza opisanymi problemami z fizyką obiektów nie spotkałem się z istotnymi kłopotami ze stabilnością gry.
Gra spodobała mi się na tyle, iż ją dosyć szybko ukończyłem. Humor zawarty w grze nie był jakoś zbytnio przeszacowany a żarty pana Zbyszka umiarkowane. No, może bym się przyczepił do nazbyt soczystego słownictwa ponieważ gra zawiera wiele wypowiedzi niecenzuralnych. Ale grało się ciekawie.
Screeny: